wtorek, 23 sierpnia 2016

5950g

 
snuć nić spomiędzy paluszków
od rzęs po skarpetek dna
księżycową drogą 
gdzie puch pył i rosa
na rozstaju gwiazd


Wizyta u pani doktor zaliczona. Nadmorski Cud przybiera na wadze - dziś 5950g, gaworzy, unosi główkę i... przed ukończeniem 4 miesiąca będzie miał 4 ząbki. Nieźle, prawda? Szczęśliwie z tymi ząbkami nie ma dramatów, a brak gorączki oznacza brak kolejnych badań. Jest za to kwestia napięcia mięśniowego, ale Młody musi nadrobić szpitalny czas i osłabienie z ząbkowania - długie Dziecko moje, mimo podnoszenia główki, gdy leży na brzuszku, nie chce podciągać się do siedzenia - mamy kolejne 2 tygodnie oczekiwania na postępy w tym temacie. 


W piątek będziemy szczepić, bo i to już nam się nieco odwlekło przez cyrk okołoszpitalny. 

***

Dziś urodziny S. Mojego. Jednego jedynego. Najlepszego. Ukochanego. Pięknego i przystojnego. (Mogę tak w nieskończoność). 
Pokochałam Go od pierwszego wejrzenia/usłyszenia i wcale mi nie mija, wręcz przeciwnie - każdego dnia czuję się szczęśliwsza budząc się u Jego boku. 

A zatem dziś było dmuchanie świeczek na torcie i śpiewanie sto lat.
Lele Trele Morele (jedna z 3 domowych ksywek Nadmorskiego) spoglądał na tatę radośnie, szczerząc się w tym najpiękniejszym uśmiechu. 
Tort czekoladowo-krówkowy smakował dobrymi życzeniami. Myśli, mimo wszystko, uciekały znad talerzyków do spraw wznioślejszych. Nagle to całe celebrowanie nawet dla S. stało się przyjemne (tak, mąż mój nienawidzi obchodzenia urodzin, imienin, Gwiazdki itp.). Ten mały Chłopiec, spoglądający figlarnie spod rzęs, wypowiadający prześmieszne "hey, hey" (a wczoraj w nocy "how are you" - gdybym nie usłyszała, to bym nie uwierzyła - ot urokliwość wieku, ziewania i wszelkich prób artykulacyjnych) sprawił, że każda taka okazja jak dzisiejsza nabiera blasku. 
I przyjemniej jest się cieszyć w kompanii bobasa ;)  

1OO lat, Kochanie! 

Muzycznie - Love is strange:



Bo lubię, bo pasuje, bo kołysze dziś mnie i Nadmorskiego od rana ;)
 
***

Za nami 10 dni na końcu świata, dla równowagi. Dopóki tam nie dojechaliśmy nie wiedziałam, jak bardzo potrzebowałam tej wyprawy. Dom, rodzice, psiska i kociaki, leśne wyprawy, bliscy i dalsi, zapach deszczu, burze z piorunami, końcówka żniw, 6 balotów, wariactwo międzyludzkie miedzy nami i inne odcienie radości - to chyba najlepsze podsumowanie ;) 

Po przebojach zdrowotnych Nadmorskiego bardzo potrzebowałam wyciszenia, a jeszcze bardziej możliwości wyładowania się. Strach, który nam ostatnio towarzyszył zaciemnił mi obraz świata.
Potrzebowałam więc soczystej zieleni, trochę polnego złota, nieba i błękitnego, i granatowego. Potrzebowałam słońca. I leśnych przesmyków. I tego szczekania w tle! - jak ja się za tym stęskniłam!

Stęskniłam się też za tymi kilkoma chwilami sam na sam ze sobą... Tego, by móc pomyśleć.
I udało się ;) Grzybobranie w asyście Najpsotniejszych Czterech Łap trwało 3 godziny - pierwsze 3 godziny bez Nadmorskiego, odkąd pojawił się na świecie. Było o tyle łatwiej, że Minim Minim zajmowała się moja mama - kobieta, której ufam i która jest w Małym totalnie zakochana, jak na babcię przystało. Udało się zrealizować 2 takie wyjścia :)
Wędrowałam więc między drzewami. Zbierałam co ładniejsze podgrzybki i kozaki. Przystawałam nad strumykiem, przy dziupli i lisiej norze, pod starą lipą, na skraju młodników. I przepadłam w tym świecie, który niczego nie potrzebuje, a który zachwyca. Zapach deszczu na liściach onieśmielał. A ja, mimo, że nic nie znacząca - byłam na swoim miejscu. Wolna. Swobodna. 

***

Dobrze jest też wrócić do siebie. To miasto nigdy nie zdobędzie mojego serca. Nie czuję jego rytmu. Ale nasze mieszkanie to ostoja. Każdy kąt przesiąknięty jest naszą codziennością. Podłoga zdaje się wyczekiwać na zabawy Małego na macie. Łóżko skłania do serialowego seansu. Parapety zmieniają się wraz z porami roku. Nawet telewizor czeka - na mecz. A pralka? - spiera właśnie pozostałości z czasu na końcu świata. Takie nasze "u siebie". Cenne. Harmonijne.
(Ale żeby nie było zbyt słodko - zagracone jak jasny gwint to nasze lokum, S. nieszczególnie wypucował je na nasz powrót, a i darów z końca świata tyle, że miejsca na podłodze brak...).

Zmykam więc, bo pracy sporo, a Nadmorski ucina sobie jedynie ekspresowe drzemki ;)
Dobrego dnia
-g.


środa, 10 sierpnia 2016

naprędce...


Od soboty jesteśmy w domu. 
Od dziś mamy dolną jedynkę. 
Od jutra zaczniemy się mniej wszystkim przejmować, czyli krótka opowieść o tym, jak to Nadmorski Chłopczyk przyprawia mnie o siwienie każdym kichnięciem...

A na poważnie - 10 dni w szpitalu zrobiło swoje. Infekcji nie ma, ale organizm Małego jest osłabiony i rozleniwiony. Wczorajsza wizyta u pediatry połowicznie podniosła na duchu, ale... nie do końca, niestety. Bez wdawania się w szczegóły - umieram z niepokoju. Sama myśl, że choroba może być poważniejsza, doprowadza mnie do szału, bo takie maluchy nie powinny chorować, być kłute i zwyczajnie cierpieć. (Każdej nocy w szpitalu słychać było płacz jakiegoś dziecka i za każdym razem dziękowałam Bogu, że to nie Nadmorski, a serce bolało jak cholera, bo te wszystkie dzieciaczki były przesłodkie). 

Na szczęście radosne usposobienie mojego Małego wynagradza nam wszystko. Nadmorski chętnie się bawi, tuli, głuży, śmieje, chwyta grzechotki, pożera własne piąstki i jest najjaśniejszym promykiem tego lata. Jestem w nim totalnie zakochana. 


Staram się kolekcjonować wszystkie chwile, kiedy jesteśmy razem, zapamiętywać przytulenia, uśmiechy, śmieszne miny. Mieć czas na wszystko, choćby to było leżenie przez godzinę w łóżku z wtulonym we mnie Malcem, bo kiedy tylko się odsunę - obudzi się, Spryciarz jeden.

***

Wczoraj dostałam info z UP, że mają propozycję nie do odrzucenia, tak, jakbym nie wzięła rocznego urlopu macierzyńskiego... Sprawa rozwiąże się po 20 sierpnia. Oby okazało się, że mają bajzel w papierach, bo najbliższych kilka miesięcy nie zamierzam spędzać z dala od Nadmorskiego.

26 muszę też przedłużyć meldunek tymczasowy. Heh.

Sprawa skradzionej tożsamości w toku. Nie mam żadnych wieści, ale zamierzam wybrać się do komisariatu, w wiadomym celu. 

***

Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze miejsce dla wielkich planów S. 
Życiowe decyzje, interesująca inwestycja i zawodowa huśtawka emocjonalna stanowią ostatnio najczęstszy temat naszych rozmów. S. ma dobry plan na siebie, ja  związku z tym będę musiała jakoś przetrawić, że pomieszkamy w Suupsku dłużej, nie zamierzaliśmy. Fakt jest taki - tej szansy S. nie może zmarnować. 

***

Post miał być dużo bardziej pozytywny, ale od wczoraj jest mi zwyczajnie smutno. Przejdzie mi, kiedy na wizycie kontrolnej mój Mały rozwieje wątpliwości pani doktor. 
Heh. 

Zmykam zatem napawać się widokiem Nadmorskiego, śpiącego w gwiezdnej pościeli.

Trzymajcie się ciepło
-g.  





Ps. Wybaczcie jakość moich postów - ale piszę je w "międzyczasie", którego właściwie nie mam...

niedziela, 31 lipca 2016

...



dni szpitalne
trudne
z jedynym prawdziwym lękiem - o Ciebie, mój Maleńki


chciałabym, żeby tych dni nie było
ale tak się nie da


jutro półmetek
bądź dzielny, mój słodki Nadmorski!







poniedziałek, 18 lipca 2016

5245g


czyli jak wagą mierzone jest moje Szczęście ;)

Lubiłam zaczynać posty od podania wagi Kogoś Nowego, i chyba będę to kontynuowała ;) Przynajmniej na razie, w tym cudnie niemowlęcym okresie życia Nadmorskiego.

***

Za nami 2 miesiące i 2 tygodnie razem, dużo pierwszych razów, jeszcze więcej rytuałów dnia codziennego i ogrom miłości  pomieszanej z radością. Nadmorski rośnie na naszych oczach, a ja każdego dnia zastanawiam się czym sobie na Niego zasłużyłam? I każdego dnia zachwycam się Nim od nowa...


Uwielbiam, kiedy budzi się uśmiechnięty i kiedy wygina usta w podkówkę (bo mamo - źle mi, ale jeszcze nie będę ryczał - dam ci szansę na rozbawienie mojej osoby). I zasypianie przy spuszczonych roletach, gdy z głośników sączy się szum fal. I te chwile, kiedy patrząc prosto w oczy - Nadmorski śmieje się całym sobą! I te paluszki zaciskające się na mojej dłoni, szyi, ramieniu...  I Jego oczy szafirowe, wszak syn granato i genetyce zagrał na nosie, bo przecież powinny być brązowe to wielkie oczęta ;) 




Oczywiście nie zawsze jest cukierkowo, bo moje dziecię od pierwszych dni wykazuje się dużym temperamentem i uporem ;) Do tego w grę (zwłaszcza na samym początku) wchodzi moja "niewprawa" i wielki strach, że a nuż uszkodzę mojego rozkosznego Szkraba. 
Ale jak to mówią - byle do 3 miesiąca ;) 

***

Ze spraw inszych - byłam na przesłuchaniu i moja sprawa jest w toku. Początek przesłuchania przebiegł koszmarnie, bo pan policjant potraktował mnie jak pospolitego przestępcę. Ale chyba się zjarzył, że jak nie zejdzie z tonu, to ja zejdę, ale na zawał. Później było już łatwiej, bo najzwyczajniej w świecie rozmawialiśmy. 
A, i miłe zaskoczenie - policjant w protokole zawarł skargę na suupski komisariat - ich obowiązkiem było przyjąć moje zgłoszenie i tyle, bez przedkładania umowy i tłumaczenia się dlaczego, tylko zwyczajnie: ktoś ukradł moje dane osobowe i wykorzystuje je w celach wyłudzania sprzętu i usług od operatora sieci komórkowej - sprawdźcie to, złapcie i doprowadźcie do ukarania tejże persony spod ciemnej gwiazdy. 

***

Tym samym za nami kolejna wizyta na końcu świata. 
Za nami też chrzciny Oczekiwanej Dziewczynki. 
Przed nami urządzenie chrzcin Nadmorskiemu, co będzie pewnym wyzwaniem...

I tak się toczy życie w granatowie. 
Jest nam dobrze. Czego chcieć więcej?

Udanego poniedziałku
-g.



Ps. Spadłam o 2 rozmiary przez okres ciąży... Zupełnie, jakby to była terapia odchudzająca ;)
Ps. 2. I może się ziści przeprowadzka na parter trzypokojowy... Oby!

poniedziałek, 27 czerwca 2016

27 czerwca 2015 r.


bawełniana rocznica między nami
w Miłości ponad świat
z Miłością, której mogliśmy nadać Imię


Nie zmieniłabym niczego!

Życzę nam, Kochanie, żeby to trwało. Po prostu. Z pogodnym niebem nad głową. Z tym światłem w spojrzeniu. I z pocałunkiem na dobranoc, którym przyciągasz do mnie dobre sny...


 I tak, jak rok temu, tyle, że w towarzystwie naszego Chłopca, zatańcz dziś ze mną do:

 

I bądź. Każdego dnia.
...
-g.

środa, 15 czerwca 2016

zaległy ;)


Za oknem słońce i śnieżek-puch, jakby ktoś wytrzepywał pierzynę. Błękitne niebo zwiastuje spacer fioletowym rydwanem... A rozśpiewane ptaki wypełniają moją głowę. Uwielbiam stan rozzielenionej przestrzeni, która nas otacza.
Miarowy oddech Nadmorskiego nakazuje mi sprzątać, bo jeśli nie teraz... to nigdy (wszak ten Chłopiec nie uznaje zbyt wielu drzemek w ciągu dnia).


Przyglądam się smoczkom, butelkom, misiom i matom edukacyjnym - to mieszkanie zwariowało, przywalone dodatkowo hałdami ciuszków do uprasowania. Na szczęście zawsze znajdzie się miejsce na kwiaty!


To odrywa moje myśli od osaczających nas trosk. Wszystko, co poza, zdaje się być przeciwko nam. Operacja taty dodatkowo przeraża...

Czas na końcu świata obfitował we wrażenia. 
Patrzyłam na to, jak Nadmorski rozmiękcza rosłych mężczyzn, jak dzieciaki zaglądają ciekawskie do wózka i jak Cztery Łapy pilnują spokojnego snu tego kruchego Chłopca. 
Zatęskniłam za S. 
Najadłam się truskawek (bo Nadmorski to nie jest typ uczuleniowy). 
I wreszcie... przyszło trochę wytchnienia, choć na koniec świata sprowadziła mnie sprawa podszywania się pode mnie. Listy. Odwołania. Umowy. Prokuratura. Prawnik. Etc. 

(Swoją drogą - to dziki kraj: próbowałam zgłosić kradzież moich danych na komisariacie suuupskim, ale mi się nie udało: zażądali umowy od operatora, bym udowodniła swoją niewinność i dała im podstawy do działania... To ja się pytam: po kradzieży portfela zażądaliby pustej torebki na dowód stwierdzenia braku skradzionego przedmiotu? Chore. Zwłaszcza w kontekście prawomocnego wyroku nakazującego mi płacić i krótkiego terminu odwołania - operator potrzebował ponad tygodnia na przesłanie umowy, ostatniego dnia, kiedy mogłam coś zrobić...).
 

I choć to post wyjątkowo nieskładny. I choć klecony naprędce. I choć bardzo kulawo pisany - od 3 dni chciałam go opublikować! Bo... przecież jest tak pięknie, prawda? 

wtorek, 31 maja 2016

lipa


nadszedł czas lipny, a ja przestałam ogarniać świat.
przede wszystkim Nadmorski zaczął mieć problemy z brzuszkiem, a Jego zawodzenie doprowadza mnie na skraj rozpaczy, bo nijak pomóc.
po drugie - ktoś mi ukradł tożsamość i na moje konto narobił ogromnych długów w jednej z sieci komórkowych, bo połasił się na jakiś sprzęt (na koniec świata przyszło pismo ze sądu...) - istnieje obawa, że to pierwszy objaw kradzieży danych, a takich kwiatków wykwitnie więcej...






















chciałabym zasnąć i przespać. 
świat
ludzi
złodziejstwo
i wszystko inne, co złe

-g.