poniedziałek, 9 stycznia 2017

styczniowy


Grudzień rzeczywiście był pełen endorfin.
Cieszyło mnie wszystko.
Święta zyskały niesamowity charakter.
Spotykaliśmy bliskich.
I było cudnie.

Za to styczeń zaczął się dla mnie niefajnie. Obawiam się, że to będzie anemiczny miesiąc.
Gdyby nie Nadmorski, byłoby jeszcze gorzej.

Nie mam pojęcia, skąd we mnie ta cała frustracja, ale zaczynam ciążyć sama sobie, a tego stanu nie lubię. 

Wczorajsze urodziny bardzo mnie rozczarowały. Tak wewnętrznie, nie, żeby ktoś zawinił. Przytrafiły się po prostu w dzień: "i tak nic mnie nie ucieszy".

Heh.

***

Ale, żeby nie tylko narzekać: mój wielki projekt pod znakiem kotwicy przeszedł w etap finalizacji. Doglądam szczegółów. Ustalam elementy spójne z moją koncepcją i... będzie pięknie. 
Pochwalę się Wam niedługo ;)

Dobrego dnia
-g. 



Ps. Szczęśliwego Nowego Roku :)))

środa, 7 grudnia 2016

Nadmorski Chłopczyk powiedział MAMA :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))


Pisanie na kolanie:

4 grudnia Nadmorski Chłopczyk skończył 7 miesięcy. Z tej okazji:

* ma już 9 ząbków
* czworakuje
* gorzej, że czworakowanie Go nie satysfakcjonuje...
* wczoraj pierwszy raz sam wstał w łóżeczku
* dziś... usłyszałam pierwsze, cudne, wspaniałe, wyczekiwane, magiczne "MAMA"

Mój mały Skarb. 
Grudzień pełen endorfin :))))


 

niedziela, 27 listopada 2016

niedzielny post


Pomiędzy mną a światem nastąpił rozejm. 
Dlatego jest mnie tutaj mniej. Właściwie praktycznie nie ma mnie tutaj wcale.


Ale... Nadmorski Chłopczyk znów może wychodzić na spacery :D 
Po zamknięciu z czasów ciąży, po czasie w szpitalu, po zamknięciu na czas leczenia - wreszcie odzyskaliśmy wolność i niezależność. 
Zwyczajnie wkładam Małego do spacerówki i... idziemy przed siebie. Jest mi z tym wspaniale. Mój Maleńki wreszcie może oglądać świat nie tylko przez szyby naszego mieszkania. 
Do tego pakujemy wózek do auta... i jesteśmy w Ustce. Przemierzamy plażę niespiesznie. Tłoczymy się na molo. Podglądamy innych. Podglądamy mewy. Wdychamy jod ze spienionych, niespokojnych fal. 


Do tego... moja sprawa już jest na finiszu. Dziewczyna się przyznała do oszustwa, ja już prawie odzyskałam spokój. Jeszcze tylko dostanę papiery potwierdzające informacje z komendy na piśmie z prokuratury i sądu, a zapomnę o wszystkim.
Najpierw było mi strasznie, bo przecież to znajoma. Bo jej pomagałam. Bo przegadałyśmy niejedną przerwę w pracy. A ona mi taki numer wywinęła. 
Ale ostatecznie... już po wszystkim. Odzyskam moje dobre imię. Moi rodzice przestaną się martwić, obawiać wizyt listonosza. I będę mogła zwyczajnie pojechać na koniec świata, a nie na przesłuchanie, rozprawę czy coś równie obrzydliwego. 

W związku z dobrem, które dokoła - robię tysiące rzeczy.
Mój największy, najważniejszy, sekretny projekt powoli wchodzi w etap wdrażania - powinnam na styczeń wyrobić się ze wszystkim, a wierzcie mi, sporo jest rzeczy do zgrania. 
Do tego coraz bliżej święta - czuję już zapach cynamonu i pomarańczy. Ze względu na Nadmorskiego te Święta będą przez nas wyjątkowo radośnie obchodzone. Mieszkanie już się dekoruje. Plan pierniczenia przygotowany. Rozpiska prezentowa też gotowa. 

Czuję tę harmonię, której tak brakowało przez ostatnie miesiące. Cieszą mnie najmniejsze nawet zdarzenia i sprawy. Mój świat znów kołysze się na wietrznej huśtawce. Tornado za nami. 

W tym wszystkim Nadmorski rośnie :) Prześlicznie rośnie. I prześmiesznie. Robi się coraz bardziej samodzielny. Ma już 7 ząbków, czym szokuje wszystkich. Wcina obiady jak szalony, nie przepada za owocami. Chce sam chodzić/podnosić się (ale siadać jakoś nie). Upodobał sobie kable i kapcie - jeśli coś pojawi się w zasięgu jego wzroku - pół minuty później ulega konsumpcji. 
Czas z Nim jest magiczny. Każdy dzień.



 Tyle wieści z 4 piętra.
Trzymajcie się ciepło
-g. 
 

środa, 16 listopada 2016


Dziś właśnie samotność wgryza się w mój umysł. Ta samotność, którą ukoić mogłoby przytulenie. Słowo, napisane/powiedziane w przelocie. Tylko jakoś... nikogo tu nie ma. 

S. w pracy. W eterze cisza. Nadmorski Chłopczyk drzemie, zgorączkowany. Wyniki odbieramy za godzinę. Szaleję ze strachu. 

A dokoła taka pustynia...

piątek, 28 października 2016

ciężki


Nie mogę znaleźć sobie miejsca.

Leczenie w domu Nadmorskiego przebiega chyba dobrze (okaże się po poniedziałkowych badaniach). 

Ale żeby było radośniej - znów wyskoczyła sprawa z tym, że ktoś się pode mnie podszył... Ruszyła w najgorszym możliwym terminie, bo teraz powinniśmy skupić się na diagnostyce Małego, a nie jeżdżeniu na koniec świata, szlajaniu po sądach i tym wszystkim innym. 

Jest też we mnie strach, że to wszystko obróci się przeciwko mnie. Że sprawa rozwiąże się na moją niekorzyść. Mam już koszmary senne. 

***

Tymczasem Nadmorski pomrukuje w drzemce. Tulę się do Niego. Jest moim Cudem. 
Dla Niego powinnam być silniejsza. Dla Niego muszę jakoś ten czas przetrwać. 

Trzymajcie się ciepło
-g. 
 

sobota, 22 października 2016


Wzięłabym to na siebie. To wszystko.
Żeby On był zdrowy.

 

wtorek, 18 października 2016

w międzyczasie


Kiedy odbieraliśmy wyniki badań Małego drżały mi nogi. Znów... 

I znów okazało się, że nie jest tak, jak być powinno. Tyle, że teraz odbędzie się bez długotrwałego leżenia w szpitalu, ale kolejny raz Nadmorski będzie musiał przejść antybiotykoterapię. W szpitalu zrobimy najważniejsze badanie, takie z podaniem kontrastu i wieloma zdjęciami rentgenowskimi. 
A wszystko po to, żeby zapobiec nawrotom choroby i oszczędzić nerki. 

To czarny i najbardziej prawdopodobny scenariusz (wnioski z badań wstępnych). Dziś oddaliśmy próbki na posiew. 
Do czwartku spróbuję nie osiwieć. 

***

Ma to jednak swoje dobre strony.

Z podwójną mocą dotarło do mnie, jak bardzo przepadam za naszą codzienną rutyną. Za tym, że poranki udaje nam się przeciągać do godziny 10, bo Nadmorski, jak Jego tata, jest śpiochem. Za tym, że później mamy czas na spacer. A koło 13.30 Młody je swoje warzywka, szczotkujemy dolne jedynki. I że dalej... każdy dzień wygląda inaczej, choć jest podobny. Aż do 20.00, kiedy to Mały szaleje w kąpieli, zalewając naszą kuchnię totalnie. I kiedy wreszcie zaśnie, a ja mam czas przytulić się do mojego S., spoglądamy na tę śpiącą buzię z wdzięcznością, zachwytem i miłością. 


Nadmorski jest idealnym dopełnieniem naszego związku. Wtłoczył nasze życie na nowe tory. I choćby nie wiem co - damy sobie radę. Z Nim. I dla Niego. I z całym światem.

Dobrego dnia
-g.