Niezłomnym granatem...
Bo subiektywnie mogę napisać więcej!
czwartek, 24 maja 2012
wszystko i nic
Tak sobie myślę, kiedy się wieczór sączy do pokoju otwartym oknem, że mogłabym już zasnąć. Pomarańczowo-różowe niebo skłania do sennych refleksji.
I do tęsknoty za morzem, za wilgocią powietrza... (Jakże chętnie wsunęłabym stopy w rozgrzany piasek, który po chwili rozmyje nadpływająca fala).
Mam wrażenie, że coś poszło nie tak. Ze mną.
Świat funkcjonuje beze mnie, co zauważam z niekrytym cynizmem.
I ostatni odcinek Dr Housa! - może być gorzej???
Dlatego popełniłam dwie głupoty...
O głupocie nr jeden zmilczę, bo... są takie rzeczy, do których nie należy się przyznawać :)
Głupocie nr dwa dedykuję zaś kawałek, co to poniżej.
I już.
Ps. I nadal jak dziecko cieszę się z paznokci połyskujących niebieskim, żeby nie powiedzieć granatowym (ale to od światła zależy), lakierem.
Ps. 2. Wielce szykownie komponują się z owym lakierem rozliczne sińce, co to się ich dorobiłam najpierw parząc kawę, później układając ubrania i wreszcie przestawiając krzesła. Sama już tego nie ogarniam.
Ps. 3. Kasztanowa właśnie poczuła pierwszą czkawkę dzidzi wewnątrz :DDD
poniedziałek, 21 maja 2012
majjjj!
Wyobraźcie sobie piękną młodą dziewczynę. Nie widzicie jej sylwetki, jedynie zarys twarzy. Przyjrzyjcie się jej oczom w kształcie migdałów z tak intensywnie zieloną tęczówką, że nie można nie popaść w zachwyt. Dziewczyna spogląda przed siebie. Na jej ustach maluje się uśmiech; pełen tajemnic, ale zarazem słodyczy. Malinowe wargi przykuwają uwagę, delikatnie rozsunięte. Dziewczyna jest blondynką, ale to złe określenie. Ma złote włosy, spływające wzdłuż jej ramion łagodnymi falami. Przyjrzyjcie się uważniej. Dostrzeżecie, że w tym świetle włosy błyszczą ciepłą zielenią i przybierają formę liści wtapiając się w tło, jednocząc się z nim. Rozejrzyjcie się dookoła. Nad głową pięknej nieznajomej, przez sklepienie zieleni przebija słońce, igrając w gąszczu promienistymi refleksami. Spomiędzy roślinnego baldachimu spływają w dół krople wody, niczym letni deszcz. Woda przybiera kolor liści rozświetlonych słonecznym blaskiem. Wróćmy jednak do dziewczyny. Zielonymi oczyma spogląda przed siebie. Dostrzegacie wreszcie jej smukłą sylwetkę w białej sukience. Zwróćcie uwagę na jej dłonie trzymane w majestatycznym geście powagi, a jednak jest w tym coś lekkiego; tak lekkiego, jakby miała za moment zawirować w powietrzu.
I wreszcie obraz rozpływa się. Pozostajecie z wielką niewiadomą. Widzeniem, które fascynuje. Zieleń, woda, ciepłe słoneczne światło i ta twarz. Jej delikatne dłonie. Jej włosy-liście.
Pomyślcie, że co noc możecie na nią patrzeć i co noc zastanawiacie się, kim ona może być i dlaczego wciąż spotykacie ją w swoim śnie, nie zamieniając z nią ani słowa, słysząc jedynie odgłos rozpryskujących na skórze kropel.
Poszukuję inspiracji w dookreślaniu, wiedząc, że gdy zamknę oczy zielona komnata powróci wraz z jej sekretem.
U mnie maj. Upał. Zakładam więc moją ukochaną sukienkę do ziemi i "jestem cała w kwiatach" na wielkomiejskiej łące pełnej samochodów i chodników.
Przypomniał sobie o mnie kolega, który twierdzi, że jest we mnie "ta siła fatalna".
Jasny gwint - mam wielbiciela :)
Ponoć od 3 lat trzyma go fascynacja... mną, o czym przypomina mi raz na jakiś czas, a mnie to wciąż dziwi. Trochę mu współczuję, tak na marginesie, bo mógł wybrać dużo ciekawszy obiekt zainteresowania. I przede wszystkim obiekt do zdobycia, bo to już na pewno nie o mnie.
Chłopak przeżywa, ja go lubię i jest śmiesznie.
(Uczciwie stwierdzam, że stałam się dużo bardziej obojętna uczuciowo, z rzadka tęskniąc za uderzeniem emocjonalnego pioruna).
No i... ;***
Maj. Miesiąc miłości, namiętności, żądz i feromonów.
A jeśli maj, to Great Exspectations i ścieżka dźwiękowa, którą uwielbiam zawsze o tej porze roku. I nikt mnie nie przekona, że film był słaby, a muzyka kiepska.
Ps. W tym wszystkim nie pisałam ostatnio o gryzoniu, który stał się ulubieńcem nie tylko moim, ale i dzieciaków. Zestarzał się, zniedołężniał. I... już go nie ma, od soboty, a ja czuję ulgę, że się więcej nie męczy.
niedziela, 20 maja 2012
o pociągach
Pierwszy raz od 9 lat mogę NAPRAWDĘ narzekać na PKP.
To nie była miła podróż. Przeciągnięta o ponad 2 godz.
Z lokomotywą, którą wymienili na równie wadliwą.
Aż wreszcie pojechaliśmy na "pych".
Etykiety:
o wojażach
czwartek, 17 maja 2012
bez przyczyny:
Tam w środku, tam we mnie, tam, gdzie tak rzadko zaglądam, nie jest najgorzej.
Jest nawet spójnie.
Nie wiem, która to już historia złamanego serca, ani która opowieść o niemożności wyrwania się z zaklętego kręgu ograniczeń. Nie liczę ich, tych okruchów żyć nie-moich, a bliskich. Żyć z dziećmi i bez dzieci. Żyć robotnych do przesady i tych desperacko bezrobotnych. Żyć tu i tam. Żyć śródmaturalnych i żyć już z tytułami naukowymi. Żyć zwyczajnych i niezwyczajnych.
Z mojej perspektywy, tak trochę z boku, tak trochę z oddali, łatwo jest się zachwycić najprostszym nawet gestem, śmieszną miną czy druzgocącym słowem.
Człowiek to taki obiekt dziwaczny, co raz wzrusza, raz drażni - rzewnie mi z tą myślą, gdy popołudniową porą prowadzę budujący dialog ze znajomą, niewidzianą od roku, od czasu do czasu zerkając za okno, na rozkołysane kwiecie robinii, otulone słońcem, jak szalem złotawym, w jakimś takim zapomnieniu.
Robię się sentymentalna, jak nic!
Do tego znów chce mi się śmiać.
Czy odbiór usłyszanej wiadomości to rzecz tak bardzo skomplikowana?
Mam wrażenie, że wielu ludzi zupełnie nie rozumie treści podawanych im informacji. I przekręca. I gubi wątki. I bzdury plecie nie z tej ziemi.
I nagle papież była kobietą, jeździła do Baden Baden, miała wąsy i brodę jak Fidel Castrol (tylko które to wąsy ze słynnej galerii zarostów i osłów?). I się samoloty rozbijają nałogowo w Indiach, ale na terenie Rosji, o gałązki sosnowo-świerkowe, które znikają i pojawią się wraz z Józkiem, tym od Beaty K. I się politycy biją w piersi, że nie na pięści, a przecież chcieli, żeby dobre ujęcie wyszło.
Ehhh. Może więcej uwagi, więcej skupienia? I jakieś takie samozaparcie w doczytywaniu, nim się coś głupio chlapnie?
Jeszcze tylko jedno: dlaczego jestem dziś taka śpiąca?
Dlaczego? Wszak kawę już piłam poczwórną...
;)
Ps. Tylko się słońce w chmurach zaszyło i grafitowe niebo wpadnie mi zaraz do pokoju deszczem nielichym...
wtorek, 15 maja 2012
roz-pisanka
Podjęłam decyzję. Idę na podyplomowe. Napiszę wniosek o częściowej zwolnienie z opłat i niech się dzieje. I mam zamiar wytrwać w postanowieniu. Papiery złożę w przeciągu tygodnia.
Szef w starej robocie nie ma wyjścia - musi mnie przyjąć z powrotem. Co prawda nie jest to krok do przodu, a raczej bardzo do tyłu, ale dłużej się tak nie da.
Dość mam trwania w martwym punkcie!
Przechodziłam dziś obok księgarni i za nic w świecie nie udało mi się do niej nie wejść. Musiałam. No musiałam! Tu powinnam zmilczeć, ale... cóż poradzę, że kiedy tytuł książki zaczyna się od: "Listy", to muszę, bo się uduszę. Tak więc nabyłam drogą kupna Listy do matki de Saint-Exupéry'ego za astronomiczną kwotę 7 zł i 50 gr. Najwyżej jutro będę jeździć po Mieście na gapę.
(Nie wiem o co chodzi w całym tym szaleństwie rozczytywania się w zbiorach listów, ale chyba o intymność i bezpośredniość. Brak gierek. Brak sztywnej obłudy formy i treści. Przekaz. Czyste sensy. I pierwiastek wtajemniczenia. No i mam na tym punkcie bzika).
Pomijam tu wewnętrzne roztrzęsienie, gdy się przyjrzałam półce z literaturą węgierską i czeską, bo... No właśnie.
I tak wyszłam na plus :D
Czy ja już pisałam jak piękny jest ten maj?
Przepiękny jest, klikam natchniona kwitnącą za oknem robinią akacjową, skąpaną w bieli i zieleni, wdzierającą się do wnętrza pokoju, w którym podobno nikogo nie ma ;)
Wieczór pachnie romantycznie. Wilgocią nadchodzącego deszczu... A może to tylko w mojej głowie dzieją się doskonałe obrazki kochania, namacalnego, zmysłowego, rozbieranego. Wchłaniam pieszczot wizualizacje. Kombinacje. Wariacje. I szelest niesłyszalny zsuwanej nieobecnością koszuli, zmiętej zniecierpliwieniem pocałunków koszuli w jednym z tych kolorów, który mi przypomina...
Wiem, wiem.
Ale przecież jest maj.
I jeszcze te moje paznokcie w kolorze granatowym...
Seksownie mi. Ze sobą. Z myślami. Z ciałem, które dziś nie ma żadnej skazy.
I jeszcze Norah Jones.
Z ostatniej płyty mogłabym po kolei wrzucać wszystkie piosenki, ale niech będzie ta:
Mrrr, że się tak wyrażę onomatopeicznie ;)
poniedziałek, 14 maja 2012
skrót
Powrócona z końca świata.
Na pewno na moment.
Reszta rozciągnie się w czasie.
Tymczasem po ostatnich przejściach stomatologicznych z trudem dochodzę do siebie. Czas nagli, a dobrych rozwiązań, póki co, brak.
Dlatego, padając już prawie na mordkę, ku łagodnym klimatom, wypijam kubek herbaty grejpfrutowej.
Później już tylko lulu.
(O reszcie atrakcji ostatnich dni jeszcze wspomnę. W tym o pewnym hipopotamie w bajorze za domem).
Branoc ;)
środa, 9 maja 2012
;/
boli, boli, boli
jestem już na tym etapie, że chyba czas spasować
będę wyglądać tragicznie, czuć się adekwatnie
ale... przestanie mi głowę rozsadzać
Żebym choć kilka godzin przespała...
Etykiety:
o roztrzaskanej tablicy
Subskrybuj:
Posty (Atom)